Warning: fopen(../../themes.bin): failed to open stream: No such file or directory in /www/spisz_www/www/site.inc on line 85

Warning: fseek() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /www/spisz_www/www/site.inc on line 85
Tatry, Spisz i Podhale - <br /> <b>Warning</b>: fread() expects parameter 1 to be resource, boolean given in <b>/www/spisz_www/www/site.inc</b> on line <b>87</b><br />
Tatry, Spisz i Podhaleserwis wspiera:
zakład instalacji
grzewczych "U Kazka"
----------------------
 archiwum halnego i rumcajsa mapa serwisu ( 1072417 )   last update: long ago ;)
 Turystyka, noclegi / Aktualności / Wspinaczka / Region / Tatry / Galeria 
----------------------

Warning: fread() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /www/spisz_www/www/site.inc on line 115

Warning: fclose() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /www/spisz_www/www/site.inc on line 118

Historia jurgowskiej orkiestry w przygotowaniu.

album orkiestry

DZIEJE ORKIESTRY DĘTEJ
Z JURGOWA

Członkom orkiestry
Alojzy i Andrzej Wojtas

 

WSTĘP

Orkiestra dęta z Jurgowa była i jest nierozłącznym elementem życia społeczno-kulturalnego mieszkańców. Jest to pewien fenomen polegający na tym, iż zarówno w przeszłości jak i dziś członkami zespołu są wyłącznie utalentowani pasjonaci. Ich działalność towarzyszy mieszkańcom przy każdej okazji. Swoją obecnością i graniem uświetniają uroczystości kościelne, państwowe, często uczestniczą konkursach, weselach, pogrzebach itp.

Główną pasją każdego trombaca jest dobrze grać. I to jest między innymi przyczyną, iż do dziś zachowało się niewiele dokumentów związanych z orkiestrą dętą. Natomiast w pamięci mieszkańców Jurgowa zachowało się wiele wzruszających wspomnień o trombacach (orkiestrze dętej). Niektóre opowieści przybrały nawet miarę legend. Przy różnych okazjach, krążą przekazywane anegdoty, jedne mniej inne bardziej prawdziwe, o wydarzeniach, w których brali udział i dzięki którym niezliczona ilość uroczystości uzyskała niepowtarzalną oprawę. Było ich tak wiele, iż nie sposób aby wszystkie one znalazły się w niniejszym opracowaniu.

 

JURGÓW

Położenie

Jurgów położony jest na prawym brzegu Białki, na Pogórzu Spisko-Gubałowskim, na północno-zachodnim Spiszu. Obok wsi biegnie rzeka Białka. Na południe od Jurgowa Białkę wydatnie zasila Jaworowy Potok (Javorinka), który naprzeciw Polany Pod Okólne - na wysokości 804 m - kończy swój 19,3 kilometrowy, bystry bieg. Źródło znajduje się w Jaworowej Dolinie na wysokości 2250 m. Od miejsca połączenia Javorinki z Białką tok rzeki jest tak bystry, że od wielu lat tu właśnie organizowane są krajowe i międzynarodowe górskie slalomy kajakowe. Od południowej strony Jurgowa do Białki wpada Suchy potok (Klarówka), a od północy Jurgowczyk. Są to stosunkowo niewielkie prawostronne dopływy Białki. Niektóre obszary wsi są na następującej wysokości: kościół - 768 m, połączenie Javorinki z Białką - 804 m, najwyższy punkt drogi, na ramieniu Śmiesznego Wierchu - 875 m, Śmieszny Wierch (Gurków Wierch) - 1017 metrów nad poziomem morza.

Początki Jurgowa

Legenda głosi, iż pierwszym osadnikiem był Jurko z 12-ma kolegami. Szałasy, w których mieszkali mieściły się na Budzisku.

Według historyków wieś otrzymała nazwę od zasadźcy i zarazem jej pierwszego sołtysa (łac. scultetus) Jurka (Gywrko). Jurgów założony został w roku 1546 na wołoskim prawie. Wieś była zresztą najbardziej na zachód położoną osadą założoną na tym prawie. W portálnom súpise z roku 1556 mówi się o założeniu Jurgowa w roku 1546 i o jego przywilejach. Ján Beňko tak pisał o początkach osadnictwa Jurgowa: "Nová osada vznikala len pomaly a s mnohými ťažkostiami. Totiž ežte aj v roku 1570, keď jej šoltýsom bol Jurko (Gywrko), od ktorého dostala svoje meno, sa o nej hovorilo, že je novopostavená a jej lehota ešte neuplynula. Do konca 17. storočia okrem šoltýsa tu žili najviac traja valaskí gazdovia, urbárom kvalifikovaní ako želiari".

Na starej uherskiej mapie Lipskiego wieś występuje pod nazwą Gyurga, po słowacku nazywana była Jurgov. Uherska ustawa z 1897 roku, madziaryzująca nazwy miejscowe, przyniosła wsi nazwę Szepesgyörke, która znaczyła tyle, co Spišský Jurko. Na mapach niemieckich i w niemieckiej literaturze Jurgów występuje pod nazwą Jörg oraz Jurgau.

Zaludnienie

Prepozyt spiski Ján Zsigray pisał po swojej wizytacji pastoralnej Zamagurza, odbytej w roku 1700, że w Jurgowie mieszkało w tym czasie 214 ludzi. Rozwój ekonomiczny wsi spowodował pod koniec XVIII wieku znaczny przyrost ludności. I tak, w czasie pastoracji proboszcza Michała Špernakoviča (1794-1808) wieś miała już 513 mieszkańców, zaś w latach 1828 - 1829- 659 ludzi. W roku 1858 liczba ludności spadła do 586. Zgodnie z danymi Słownika geograficznego Królestwa Polskiego, w latach 1875-1878 ludność Jurgowa wynosiła 906 osób. Wydaje się zresztą, że liczba ta jest mocno przesadzona, zwłaszcza że - według bardzo rzetelnej jurgowskiej kroniki parafialnej, w roku 1892 żyło w Jurgowie 796 ludzi. Zdaniem E. Kołodziejczyka, ludność Jurgowa wynosiła w roku 1900 - 793 osoby. W roku 1910 - 739 osób - według Révai nagy lexikona, a 795 osób - według M. Orłowicza. Anonimowa polska broszura propagandowa z jesieni 1938 roku, podaje, że w roku 1938 ludność Jurgowa wynosiła 790 osób. W roku 1941 mieszkało w Jurgowie 799 osób, w tym 379 mężczyzn i 420 kobiet, w roku 1970 - ok. 800 ludzi. Wreszcie w 1994r. miał Jurgów 840, a w 1996r. 859 mieszkańców.

Porównanie stanu zaludnienia w latach 1828-1829 i 1858 wskazuje, że ludność Jurgowa zmalała aż o 73 osoby, co było chyba konsekwencją epidemii cholery z lat 1831 i 1855.

Przytoczone dane demograficzne z drugiej połowy XIX wieku i wieku XX dowodzą, że liczba mieszkańców Jurgowa pozostaje na przestrzeni przeszło stu lat prawie niezmienna (rys. 1). To zaś wskazuje na dość znaczny odpływ ludności (emigracja do Stanów Zjednoczonych Ameryki, na Słowację; migracja do miast), spowodowany tak przyczynami ekonomicznymi jak i narodowymi i rodzinno-osobistymi.

Kościół parafialny p.w. św. Sebastiana i Matki Boskiej Różańcowej w Jurgowie

Pod względem kościelnym Jurgów początkowo należał do parafii w Łapszach Wyżnich. Drewnianej konstrukcji kościół pod wezwaniem św. Sebastiana, wystawiony został około 1675 r., a samodzielna parafia powstała tu w r. 1776. Według wizytacji z r. 1712 fundatorami kościoła mieli być sołtys Jakub Kesz i młynarz Mikołaj. Budowla ta w ciągu swego istnienia poddawana była licznym przeróbkom i remontom, które całkowicie zatarły jej pierwotny, stylowy charakter. W latach 1811 i 1869 kościół dwukrotnie wydłużano. W r. 1935 świątynię posadowiono na kamiennym cokole osłoniętym gontowym fartuchem, wymurowano nową zakrystię oraz dostawiono kaplicę p. w. św. Józefa. W obecnym stanie kościół jest budowlą bezwieżową, orientowaną (rozplanowaną na osi wschód - zachód), o konstrukcji zrębowej.

Nabożeństwom towarzyszy śpiew i muzyka. Prawdopodobnie o samego początku w jurgowskim kościele było jedno i drugie. Analizując zapisy parafialne czytamy: R. 1741 zhorela v Jurgove škola. Zhoreli tam vtedy jurgovské najstaršie matriky, ktoré sa v škole uchovávali. To dosvedčila 30 nov.1779 pred jurgovským farárom Schwelmerom vdova po jurgovskom organistovi Visznickom Alžbeta Visznická. R. 1779 Záznam Agneska, manželka Jakuba Szoltisa valgo Jakubovski, matka tunajšieho organistu. R. 1830 v apr?li z ofier veriacich jurgovský farár Dzurilla zakúpil hudobné nástroje pre dychovú jurgovskú hudbu na zveladenie služieb Božich. Można na podstawie tego wnioskować, że muzyka rozbrzmiewała w kościele od początku jego istnienia. Do roku 1830 nie wiadomo jakimi instrumentami się posługiwano przy jej wykonywaniu. Od tego roku wiadomo, iż niepowtarzalną oprawę uroczystościom kościelnym dodawała jurgowska orkiestra dęta, oczywiście grając na nowych instrumentach muzycznych.

 

Fakty, przekazy i opowieści o trombacach

Kiedy Jan był Jankiem

Jan Haniaczyk będąc małym chłopcem przysłuchiwał się opowieściom jego dziadków. Interesujące były to dla Janka fakty, a zatem ich odnotował. Cytuję: "Jest rok około 1860. Nie sposób dokładnie datę określić. Pradziadek Jana, Michał kiedy był młodym chłopakiem często pasł owce Za Borem i tam słuchał niesione przez wiatr melodie, których źródłem była orkiestra grająca na placu przy kościele. Związek ówczesnych orkiestrantów z kościołem był silny. Z zapisów wynika, iż w 1830 r. parafia zakupiła instrumenty dla orkiestry. We wspomnieniach pradziadka Michała najczęściej pojawia się obraz grającej orkiestry na uroczystościach Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Wtedy to trombace grali na mszy. A i nierzadko po jej zakończeniu, zatrzymywali się przed kościołem i grali jeszcze w otoczeniu znajomych, przyjaciół, mieszkańców Jurgowa i okolicznych wiosek".

Janek dalej pisze. "W domu (nr 237) babci Franciszka Martinczaka w latach 1890-1900 zbierali się trombace i ćwiczyli zasłyszane melodie. Muzyka sprawiała wiele radości, zarówno grającym, jak domownikom i gościom. Nie grano jeszcze wtedy z nut i końcowy efekt był wypracowywany poprzez wiele prób, podczas których co zdolniejsi improwizowali, raz lepiej, raz gorzej. W każdym razie zgranie zespołu było zapewne nie lada sztuką. Lecz jak to bywa w twórczej atmosferze, powstawał też "twórczy nieład", którego uprzątnięcie spadało na barki babci Franciszka. Był to moment, w którym częstokroć przychylność gospodarza znikała, gdy ukazywał się przed oczami ogrom pracy, sprzątanie mieszkania. W 1983 roku Franciszek przystąpił do remontu dachu. Podczas rozbiórki starego dachu znalazł za krokwią brązowy klarnet i część trąbki. To potwierdza, iż w tym domu posługiwano się instrumentami muzycznymi.

Sebastian Pluciński "Wejko" urodził się w Jurgowie 1909 r. W wieku ośmiu lat jego starszy brat Ignacy (który wtedy już nieźle sobie radził z instrumentami muzycznymi) zachęcił go przyjścia na próbę orkiestry. Próby odbywały się wtedy "u Barbary" koło "Ganoby". Skutek tego był nadzwyczaj owocny, obaj przez wiele lat oddani byli bez reszty dla orkiestry. Im to trombace zawdzięczają wszelkie na ówczesne czasy nowości. Chodzili oni na zabawy i inne imprezy po okolicznych wioskach i tam starali się zapamiętać zasłyszane nutki. Następnie szybko wracali, zasiadali u "Barbary" i próbowali je w gronie trombacy odtworzyć. Ponoć z różnym skutkiem.

Coś pękło

W roku 1926 kapelmistrzem był Sebastian Pluciński. Tradycyjnie orkiestra uczestniczyła we mszy noworocznej. Był to moment gdy nawarstwiające się problemy w orkiestrze wybuchły z pełną siłą ale bez huku. W wyniku tego Ks. Antoni Sikora (ówczesny proboszcz parafii) zadecydował, iż przez rok zespół nie będzie zapraszany by uświetniać uroczystości kościelne. Bynajmniej ten stan rzeczy nie ochłodził napiętej atmosfery. Wzburzony kapelmistrz dorzucił: "jak ksiądz zawiesza nas na rok, to ja orkiestrę też zawieszam na rok". Skutek był taki, iż przez dwa lata uroczystości kościelne straciły nieco na blasku bez muzyki orkiestry dętej. Okres tych dwóch lat, bynajmniej nie oznaczał zastoju. Zaszło wiele zmian zarówno w składzie osobowym jak i metodach treningu.

Kiedy nie wystarczał słuch

Według Walentego Plucińskiego pierwsze nuty docierały do Jurgowa latach 1920-1926. Głównie pochodziły z Kacwina od tamtejszego muzykanta-organisty, który szczycił się tym, iż sam komponował. Z tych nut (do roku 1970) orkiestra wykorzystywała "Marsz 23", Marsz żałobny, "Juneral", walce, polki i wiele innych.

Przed pierwszą wojną światową wielu rodaków wyemigrowało "za chlebem" do USA. Byli wśród nich i trombace. Jest rok 1927, przychodzi list od krajanów z Ameryki, a w nim nuty. Po chwili radości przyszło zmartwienie, bowiem niewielu zdołało korzystać z nut. Nawet dla kapelmistrza było to zadanie przekraczające jego możliwości. W tedy to Sebastian zabrał nuty i spokojnym krokiem poszedł do Kacwina. Tam zaprzyjaźnieni muzycy odszyfrowali nuty i grając zademonstrowali Sebastianowi ich treść. W drodze powrotnej, by nie zapomnieć melodii, Sebastian całą drogę nucił sobie przygwizdując zasłyszane nutki z nut. Kapela już czekała na jego powrót. Kiedy gwiżdżąc otworzył nuty a kapela zaczęła grać Sebastian długo nad czymś myślał, po czym oznajmił wszystkim, iż oddaje batutę w ręce Walentego - młodszego brata. Jedno z pierwszych posunięć nowego kapelmistrza było zapoczątkowanie szkolenia odczytu nut. Dotychczas wszyscy muzycy chętniej wykorzystywali własną pamięć i tzw. słuch niż nuty.

Po latach Walenty często wracał pamięcią do okresu pełnej improwizacji, tj. kiedy grano "ze słuchu". Twierdził, iż w tamtym okresie łatwiej było wyszukać ludzi z talentem ale niezaprzeczalnie trudniej grało się w zespole, bo i warsztat muzyczny był uboższy.

W Jaworzynie Sylwester i ........

Kiedy zbliżał się sylwester trombace byli rozchwytywani, stwierdza Jan Pluciński "Od Wejka". Zapraszano ich prawie wszędzie gdzie organizowano zabawy sylwestrowe. Jednak przez wiele lat Jaworzyna była ich stałym miejscem gdzie spędzali Sylwestra (do 1924 r. Jaworzyna należała do parafii Jurgów). To była cała wyprawa. Opuszczali dom na co najmniej 3 dni, a bywały Sylwestry które trwały tydzień. Trochę się gaździny denerwowały ale uspokajała ich świadomość, że trombace są tam dla celów wyższych, bowiem przygrywają ówczesnym właścicielom dóbr jaworzyńskich czyli rodzinie księcia Hohenlohego i ich znajomym.

Andrzej Haniaczyk i Sebastian Pluciński jednogłośnie stwierdzali, iż w latach 1900-1926 repertuar orkiestry był wąski. Potwierdzeniem tego stanu był pogrzeb matki księcia Hohenlohego w Jaworzynie. Na uroczystości pogrzebowe czym prędzej podążyli trombace. Jakież było rozgoryczenie muzykantów kiedy okazało się, iż nie są przygotowani do tego by grać marsze żałobne. A zatem ustalili na miejscu, iż będą grać melodię do pieśni "Serdeczna Matko".

Jednakowoż ocena artyzmu i kunsztu, według kryterium szerokości repertuaru w momencie gdy brak jakichkolwiek zapisów dźwiękowych, mogłaby być krzywdząca. Tym bardziej gdy weźmie się pod uwagę istniejące wtedy ograniczenia, choćby brak nut.

Przeszła burza

Oddanie Walentego muzyce było przysłowiowe. Krąży anegdota (powtarzający ją zarzekają się, iż jest autentyczna), jak to pewnego słonecznego dnia Walenty wraca do domu z melodią w głowie i nadzieją, iż za moment chwyci swoją trąbkę. Już od progu wita go żona, a w tle widzi swój bęben, tyle że kompletnie rozbity. Na widok rozbitego instrumentu, słowa ugrzęzły mu w gardle. Na pytający wzrok Walentego żona odpowiedziała: "Słonko świci, trza iść grabić. A w bęben to pieron strzeluł".

Ciepłe słowa

We wspomnieniach Walentego ciepłe słowa padają o członkach jego orkiestry. Szczególnie kapelmistrz doceniał Andrzeja Silana za wytrwałość i piękny, harmonijny pierwszy głos, Andrzeja Sołtysa "Durkaca" - tenor, pierwszy głos, a także Michała Pietrasa - klarnet. Atmosfera na próbach jest przyjacielska i luźna, stąd pełno pomysłów na psikusy. Długo orkiestranci powtarzali jak Michałowi przytkano nieco klarnet małym kawałkiem szmaty. Michał cały dzień grał, nie mogąc dojść czemu nie może uzyskać na instrumencie właściwych dźwięków. Dopiero pod koniec dnia, ku uciesze pozostałych doszukał się przyczyny.

Gdzie są notatki?

W mojej rodzinie chętnie i często wraca się pamięcią do przeszłości. Mój ojciec odnotował. "Jest lato 1934 roku do Sebastiana Michaliczka (ur. 9. stycznia 1895 roku) przyjeżdża Stanisław Szpor i mieszka u niego przez całe wakacje. W pierwszą niedzielę pobytu Gość poprosił Sebastiana by ten oprowadził go po okolicy. Wybrali się wspólnie na pieszą wycieczkę. Najpierw poszli na Budzisko by idąc śladami legendy pokazać Gościowi gdzie pierwsi osadnicy mieli swoje szałasy. W drodze powrotnej udali się na Bartkówkę, a następnie po zboczu Boru zmierzali w stronę wsi. Stanisław zatrzymywał się bardzo często obok stosów kamieni leżących na kępach pozbieranych z pól przez mieszkańców. Wyrażał wielki szacunek dla pracowitości jurgowian. Kiedy zbliżyli się do wioski usłyszeli dźwięki grającej orkiestry. "To wy tu w tych kamieniach i orkiestrę macie?" stwierdził Stanisław. To co słysycie to nie orkiestra ino nasi trombace tak pjyknie grajom - odparł Sebastian. To stwierdzenie Stanisława zaintrygowało i koniecznie chciał pozyskać więcej informacji. W drodze powrotnej i w domu Gość nie dał za wygraną i dalej pyta o szczegóły związane z trombacami. Niestety Sebastian szczegółów nie znał ale ciekawość Gościa chciał zaspokoić. Zaprowadził go do "Krętego" (Jan Bigoš ur.1867, zm. 1951), który pełnił funkcję leśniczego w majątku Księcia Hohenlohego w Jaworzynie. Znał on wiele wydarzeń z przeszłości. Jedno z pierwszych pytań jakie otrzymał "Kręty" od gościa brzmiały: "od kiedy to u Was trombace grajom?". Ej Panie - powiada Kręty - nasi jurgowscy parobcy grajom od downa. Kiedy paśli owce i krowy na polanach - tam tyz grali. E dy wjycie nasi parobcy byli w róznych mjyściach, jedni słuzyli w wojsku przi Infanterii, drudzy przi Honwiedach (formacje wojskowe Austrio-Węgierskie) i tam się nasłuchali pjyknyj muzyki, drudzy chodzyli na zabawy po całym Spisu i tam się starali zapamiętać grane melodie. Po powrocie do Jurgowa, jeden bez drugiego, grali Madziarskie Czardasze i wojskowe marsze. Kieg mioł 9 rokuk słuchołeg jak grali madziarskie ciardasie na trombkach. Spotkanie to było tak ciekawe dla Stanisława, iż postanowił zapisać pozyskane informacje. Sebastian mówił, iż Stanisław spotykał się z trombacami i uzyskane informacje wszystkie zapisał". Również tak pokochał jurgowian i góry, że przez 50 lat przyjeżdżał co najmniej raz w roku do Sebastiana. Równocześnie kilka dni spędzał na wspinaczce w Tatrach. Niestety nikt go później nie zapytał jakie są losy jego notatek o Jurgowie i trombacach.

Kiedy pojawiła się myśl by zebrać dane o orkiestrze postanowiliśmy dotrzeć do notatek ŚP. Pana Profesora Stanisława Szpora. Udaliśmy się na Politechnikę Gdańską na której pracował, odwiedziliśmy jego rodzinę - niestety notatki o trombacach się nie zachowały.

Idzie nowe

Andrzej Haniaczyk (nr d.174 "Gogola") do orkiestry wstąpił w 1929 roku. W roku następnym zakupiono bas B i skrzydłówkę. Producenta tych instrumentów przedstawiono na fot. 1. W 1932 roku orkiestra zakupiła klarnet B, skrzydłówkę B i trombon. Pieniądze na ich zakup zarobiono w wioskach spiskich gdzie orkiestranci "ogrywali" domy, za co mogli się spodziewać, iż dostaną miarkę owsa oraz niekiedy jakiś grosik.

 

Fot. 1 Tabliczki znamionowe producentów instrumentów dętych

 

W latach trzydziestych trombace zakupili również wiele innych instrumentów. Coraz częściej próby nowego sprzętu przedłużały się do późnych godzin nocnych. Głównym sprzymierzeńcem trombacy do 1937 roku była lampa naftowa. Ale kiedy w rękach Walentego Plucińskiego znalazła się skrzydłówka górna F lub G, wtedy wydobywające się z nich dźwięki powodowały gaśnięcie lamp naftowych. O tym zjawisku ze wzruszeniem opowiadają dziś trombace.

Mała rewolucja techniczna w Jurgowie nastąpiła kiedy to w 1937 roku zakończono budowę elektrowni wodnej i sieci elektrycznej we wsi. W pamięci jurgowian zapisał się na zawsze Andrzej Tybor (1905-1967), konstruktor i budowniczy elektrowni wodnej w Jurgowie (1937) oraz znakomity stolarz, budarz i trombac.

Podczas działań wojennych, szczególnie w okresie przemieszczania się przez Spisz frontu, instrumenty skrzętnie poukrywano. Pomimo tego w 1945 roku rosyjscy żołnierze znaleźli bęben i zabrali.

Hejnał z dzwonnicy ....

Lata 1945-1957 to okres odkurzania instrumentów i nauka grania. Grano od przypadku do przypadku, w małych kilkuosobowych grupach, które były głównie wynikiem zbiegu okoliczności i spotkań towarzyskich przy muzyce.

Poczynania muzyków bacznie obserwował ks. Józef Węgrzyn - proboszcz parafii Jurgów. Jakież było zaskoczenie kiedy w kwietniu 1957 r. proboszcz przychodzi do Haniaczyków "od Gogole" i prosi o zagranie Hejnału Mariackiego na dzwonnicy. Zabiły mocniej serca wielu muzyków, w tym i siedemdziesięcioletniego wtedy Walentego Plucińskiego. Hejnał z wieży się rozległ i poruszył serca nie tylko muzyków ale i mieszkańców. Fakt ten spowodował, iż znowu rozpoczęto treningi w pełnym gronie. Odbywały się one u Walentego "Borowskiego". Według Jana Haniaczyka na próby przychodzili: wójek Borowski, wójek Haniaczyk "od Gogole z góry", wójek "Wejko", Jan Miśkowicz "Pinkus", chłopcy "od Tybora z góry" i wielu innych.

Jan Haniaczyk odnotował: 1 maja 1957 roku o godz. 6.00 z dzwonnicy (wybudowanej 1881r.) rozlega się melodia "Chwalcie łąki...", a za nią kolejne. Według ojca Jana Plucińskiego tj. Sebastiana taka praktyka realizowana była od bardzo dawna.

Pasowanie na trombaca, kryteria znane i nieznane

Tego samego dnia (1 maja 1957 r.) po mszy przy kościele rozeszła się wieść, iż dziś "u Borowskiego" będą rozdawać instrumenty muzyczne, głównie trąby. Młody Jan Haniaczyk i Janek od Wojtusioka poszli więc do Borowskiego i jakież było ich zdziwienie kiedy zobaczyli tłum ludzi. Wśród nich Alojzy Silan "Cikac" grał na figorni (skrzydłówce). Szło mu to całkiem nieźle (pierwsze kroki stawiał pod bacznym okiem ojca - dobrego muzyka).

Kiedy tak młodzi chłopcy przyglądają się co wyczyniają na instrumentach starsi, wstaje dziadek od Borowskiego, łapie się za głowę, a następnie robi kilka kroków po izbie (niestety ból nogi powodował, że poruszał się za pomocą kuli) i wybiera 15 mężczyzn. Do pozostałych mówi - niestety musicie iść do domu. Chłopcy nadal wytrwale czekają. Dziadek mówi do nich - wy jeszcze jesteście młodzi wojsko na was czeka. Po tych słowach dziadek zmienia decyzję i pozwala im pozostać. Okazało się, że pozostały jeszcze dwie trąbki Es. Sebastian od Gogole grał na jednej, dziadek dał mu skrzydłówkę i w wyniku tego Janek Haniaczyk otrzymał trąbkę Es. Brat Sebastiana od gogole grał na trąbce Es i po namyśle dał ją Jankowi od Wojtusioka. I tym sposobem zamiar chłopaków był zrealizowany. Następnie dziadek każdemu dał odpowiednie nuty i powiedział: "a teraz idźcie do domu i grajcie".

Po południu poszedł do Walusia Borowskiego również Andrzej Wojtas " od Dziedzica". Zapukał do drzwi i otworzył mówiąc - pochwalony ... - na wieki, na wieki - odpowiedział Waluś. Jo prziseł bok słysoł ze tromby ozdajecie, a jo tyz by wcioł grać. Waluś stanoł na nogi i cosi pod nosym murcy. Biere trombke i podaje mi patrząc na moje nogi. Jo trombke wzion i prógujym duć i naciskać na klawise. Na to Waluś : jo chłopce z tobie trombaca nie zrobjym bo stois na habtag jak przed Cysorzem Ferenc Jozefem, a muzykant musi mieć prawom noge do przodku. Marne było moje tłumacynie, ze jo wcioł w ten sposób go usanuwać, bo tak mnie ucyli w wojsku. Pomimo, ze Waluś mi tromby nie doł to jo do dziś mom wielkom sympatię do trombacy - gwarzi Jędrek.

Dziadek organizuje nowy zespół

Nadszedł dzień 10 maja 1957 (niedziela). Wszyscy muzykanci zebrali się w domu Kuby od Morcinka. Ledwo tam się wszyscy pomieścili. Dziadek z wielkim trudem przedarł przez tłum i dotarł do stołu, a następnie przystąpił do rozdawania nut. Po ich otrzymaniu wszyscy się gdzieś natychmiast porozchodzili. Za chwilę słychać było z różnych miejsc wioski melodie wygrywane na trąbach i innych instrumentach. Tego dnia u Morcinka były następujące osoby: Sebastian Haniaczyk, Alojzy Silan, Sebastian Pluciński, Jan Sołtys, Sebastian Wojtas, Andrzej Tybor, Sebastian Miśkowicz, Sebastian Bigos, Franciszek Ciągwa, Sebastian Wojtas, Jan Haniaczyk, Jan Tybor, Walenty Chowaniec, Andrzej Bryja, Franciszek Martinczak, Franciszek Ciągwa, Wojtas Jakub, Jan Kurczak, Franciszek Górka, Jakub Wojtas, Ciągwa Franciszek.

Treningi odbywały się w każdą niedzielę. Coraz lepiej słychać było marsze, walczyki i poleczki. Uroczystości kościelne znów były we wspaniałej oprawie bowiem orkiestra uświetniła swoją obecnością procesję Bożego Ciała, a następnie odpust w Jurgowie (15.08.57r.) i odpust w Rzepiskach. Orkiestra grała dobrze dzięki temu, że udział starszych muzykantów był znaczny. Brakowało tylko Andrzeja Silana "Cikaca", który z tych instrumentów wydobywał przepiękne melodie.

Udział orkiestry w uroczystościach kościelnych w Rzepiskach był również miejscem przygód. Pewnej niedzieli trombace udali się do Rzepisk. Tuż pod samym szczytem góry postanawiają zrobić krótki odpoczynek. Po kilku minutach ruszają dalej, oprócz "Gogole", który musiał iść w przeciwną stronę. Stało się bowiem tak, że w czasie odpoczynku położył bęben na zboczu góry i zanim się zorientował bęben stoczył się i wydał dźwięk dopiero w korycie potoka.

Latem 1957 roku po zbiorze drugiego pokosu w Borze, młodzi muzykanci postanowili ćwiczyć granie pod krok. Po treningu w Borze przeszli na drogę przy cmentarzu i tam rozpoczęli marsz w kierunku Jurgowa grając Marsza "Bartoszek", "Peścian" "Javorinska" "Frispolka". Zatrzymali się przy gospodzie fot.2. Tu zagrali polkę i walca, a w gospodzie "sto lat".

Nadchodzi 1 listopada 1957. Starzy muzykanci stwierdzają, że trzeba orkiestrę opuścić i tym sposobem zwolnić miejsce dla młodych. Obietnicy nie dotrzymali, i dobrze, Jakub Tybor i Jan Miśkowicz "Pinkus" grali jeszcze kilka lat.

W tym okresie orkiestra miała pewien niedosyt, brakowało klarnecistów. Wielu chłopaków rozpoczęło grę na tym instrumencie, ale niewielu wytrwało. Sytuację ratowali Alojzy Bryja - klarnet ES, Andrzej Tybor (w 1961 roku zginął tragicznie na tartaku), Andrzej Sołtys "Cuły", Sebastian Wojtas "Kutrys" i wielu innych.

W kwietniu 1958 roku Kuba "od Morcinka" rozpoczyna remont domu, a orkiestra traci miejsce na treningi. Szczęście im jednak sprzyja. Jest nowe miejsce u Olijorza (dawniej mieścił się tam bar). Pomieszczenie niestety nie było ogrzewane i zimie zaczęli korzystać na piętrze budynku fot.2.

Trzeba się w końcu pokazać

W maju 1958 roku pierwsza komunia w parafii była bardzo uroczysta, grała bowiem orkiestra. Maszerując od drzwi wejściowych kościoła do bramy wejściowej na plac kościelny słychać było "Bartoska" (był też muzyk z Rabki, który na co dzień pracował przy budowie drogi do Bukowiny, a w orkiestrze zagrał pierwszy głos).

Rok 1960. Orkiestra wyjeżdża na koncert do Niedzicy. Zdobywa drugie miejsce. Kapelmistrzem jest Walenty Pluciński. Pierwszy głos Jan i Sebastian Haniaczyk. Orkiestra podbiła serca słuchaczy po zagraniu "Alte Kameraden". Po powrocie do Jurgowa Walenty Pluciński przekazuje swoją trąbkę Janowi Haniaczykowi dodając "odtąd ty będziesz prowadził orkiestrę".

Ważnym wydarzeniem było uczestnictwo orkiestry z Jurgowa i Łapsz Niżnych w koronacji Matki Bożej w Ludźmierzu (patrz zał. 1).

Młody i uzdolniony muzyk Jan Haniaczyk podbił serca nie tylko trombacy, bowiem już 11 listopada 1962 roku jako kapelmistrz postanawia zmienić stan cywilny. Tradycyjnie w takich sytuacjach orkiestra grała prowadząc nowożeńców od kościoła do domu weselnego. Fot.

Lata mozolnej pracy

Orkiestra nadal ćwiczy i doskonali swoje umiejętności. Z każdym rokiem poszerza swój repertuar. 13 czerwca 1965 roku jest dla mieszkańców bolesny, Ksiądz Józef Węgrzyn ginie tragicznie. Dla orkiestry było to szczególnie bolesne bowiem proboszcz był ich opiekunem duchowym, zawsze starał się wysuwać orkiestrę na czołowe miejsce przy wszystkich uroczystościach kościelnych. W ostatniej drodze księdza Józefa Węgrzyna orkiestra w pełnym składzie grała marsze żałobne.

Po latach okazało się, iż ksiądz Karol Łysień również wielkim szacunkiem darzył orkiestrę. Należy podkreślić, że w okresie jego pobytu w Jurgowie, orkiestra uczestniczyła we wszystkich uroczystościach kościelnych w Jurgowie jak również w parafiach sąsiednich.

Mijają kolejne lata bez wielkich wzlotów i upadków. Orkiestra przechodzi przeobrażenia. Przybyło kilku młodych zdolnych muzykantów.

Rok 1975 jest dla orkiestry tragiczny. Odchodzi na zawsze z tej społeczności Walenty Pluciński - kilkudzięsięcioleni kapelmistrz. Na trumnie przymocowano jego trąbkę. Orkiestra w pełnym składzie uczestniczyła w pogrzebie. Pierwszy głos grał przez chwilę Jan Haniaczyk i Jan Pluciński, a następnie Józef Wojtas "od Fajki".

Życzenia księdza Proboszcza

10 października 1999 roku droga do Jurgowa na uroczystości odpustowe wiodła mnie przez Tatrzańską Jaworzynę. Była to okazja, idąc tropami trombacy, by zwiedzić kościółek pod wezwaniem Św. Anny, w którym to nieraz uroczystości odpustowe nabierały pięknej oprawy z udziałem trombacy z Jurgowa. Na odpust do Jurgowa zdążyłem. Trombace są w kościele i co chwilę słychać ich muzykę kościelną. Na zakończenie mszy Proboszcz ks. Władysław Podhalański składa podziękowania wszystkim uczestnikom mszy, w tym i trombacom. Kieruje do nich specjalne życzenie mówiąc: "życzę Wam i Waszym Rodzinom dużo zdrowia, wytrwałości w doskonaleniu swych talentów. Pamiętajcie mili orkiestranci, musicie w swym dziele wytrzymać nie tylko do końca świata ale musicie również w dniu sądu ostatecznego wspierać trąbiące zespoły anielskie. Wtedy i nam parafianom będzie tam raźniej".

Tradycyjnie już po wszystkich uroczystościach orkiestra przed kościołem gra marsze by raźniej w ten chłodny dzień, z wiarą i nadzieją na lepsze jutro, wracało się do domu.

 

Skład osobowy Orkiestry Dętej w Jurgowie

Kapelmistrzowie Orkiestry Dętej w Jurgowie

Andrzej Martinczak 1890r.

Ignacy Pluciński

Sebastian Pluciński

Walenty Pluciński -1960

Jan Haniaczyk 1960-1990

Franciszek Ciągwa od 1990r.

 

Skład orkiestry z okresu Walentego Plucińskiego

Walenty Pluciński, skrzydłówka, kapelmistrz

Tomasz Górka, skrzydłówka

Wacław Jantosek (Czarna Góra), skrzydłówka

Andrzej Ciągwa, skrzydłówka 2

Franciszek Ciągwa, skrzydłówka 2

Andrzej Maciczak, alt 1

Józef Sołtys, alt 2

Sebastian Pluciński (Wejko), trąbka S 1

Wojciech Sołtys, trąbka S 2

Wojciech Michaliczek, trąbka S 3

Andrzej Sołtys (Durkac), tenor 1

Wojciech Michaliczek, tenor 2

Jan Miśkowic (Pinkus), baryton

Sebastian Górka, baryton

Jakub Tybor, bas "B"

Andrzej Silan, bas "F"

Andrzej Tybor, klarnet ES

Michał Pietras, klarnet B

Andrzej Bryja, perkusja i cine

Józef Tybor, mały bęben

 

Skład orkiestry 10 maja 1957 roku

Walenty Pluciński, skrzydłówka, kapelmistrz do 1960 r.

Sebastian Haniaczyk, skrzydłówka 1

Alojzy Silan, skrzydłówka 1

Sebastian Pluciński "Wejko", skrzydłówka 2

Jan Sołtys, klarnet 1 B

Sebastian Wojtas "Kutrys", klarnet 1 B

Andrzej Tybor, klarnet ES

Sebastian Miśkowicz, tenor 1

Sebastian Bigos, tenor 2

Franciszek Ciągwa, baryton

Sebastian Wojtas "Ganoba", trąbon

Jan Haniaczyk, trąba ES 1 kapelmistrz od 1960 r.

Jan Tybor, trąba 2

Walenty Chowaniec, alt 1

Andrzej Bryja, alt 2

Franciszek Martinczak, alt 3

Franciszek Ciągwa, bęben

Wojtas Jakub, cinele

Jan Kurczak, bas F

Franciszek Górka, bas B

Na perkusji grali Jakub Wojtas, Ciągwa Franciszek i "Gogola".

 

Skład orkiestry z 1990 roku:

Franciszek Ciągwa, trąbka 1 B, kapelmistrz

Jan Sołtys, trąbka 1 B

Robert Malec, trąbka 1 B

Łukasz Wojtas, trąbka 2 B

Krzysztof Jurgowian, trąbka 2 B

Jan Wojtas, klarnet 1 B

Martinczak, klarnet 2 B

Jan Pluciński, tenor 1

Józef Wojtas (organista), tenor 2

Karol Wojtas, baryton

Jan Wojtas, baryton

Andrzej Martinczak, puzon

Marcin Sołtys, puzon

Franciszek Sołtys, alt 2

Zdzisław Gombos, alt 3

Józef Wojtas, alt 1

Jan Milon, trąbka 1 S

Emil Martinczak, bas 1 B

Wojciech Martinczak, bas 2 S

Jan Wojtas, bęben

Tomasz Wojtas, mały bęben

Marek Gil, czinele

 

Piśmiennictwo

1. Bogumiła Złahoda, Dzieje Czarnej Góry do 1939 roku. Wyższa Szkoła Pedagogiczna im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, Kraków 1995

2. Jan Haniaczyk, Kronika Orkiestry Dętej w Jurgowie

3. Józef Ciągwa pt. "Dzieje i współczesność Jurgowa 1546-1996", Kraków 1996

4. Alojzy Wojtas, Kronika Straży Pożarnej w Jurgowie, Jurgów 1986

 

 


strona jest częścią serwisu Tatry, Spisz i Podhale